Dołącz do czytelników
Brak wyników

Twarzą w twarz

22 października 2018

NR 65 (Wrzesień 2016)

Wywiad z Prezesem ZNP Sławomirem Broniarzem

0 381

Minister Edukacji Anna Zalewska przedstawiła w Toruniu główne założenia reformy edukacji. Od września 2017 r. sześcioletnie szkoły podstawowe mają być stopniowo przekształcane w ośmioletnie szkoły powszechne, a gimnazja, które według pani minister „nie wyrównały szans”, zostaną zlikwidowane. Czy taka krytyczna opinia dotycząca ostatnich lat funkcjonowania systemu edukacji jest Pana zdaniem rzeczywiście uzasadniona?

Miarodajną ocenę funkcjonowania systemu dają nam rzetelnie przeprowadzone badania. Instytut Badań Edukacyjnych prowadzi regularnie analizy naukowe dotyczące funkcjonowania i efektywności systemu edukacji, na tej podstawie powstają raporty. W żadnym z tych raportów nie znajdziemy racjonalnego uzasadnienia podstawy do likwidacji gimnazjów czy wdrażania takiej rewolucji. Wysunąć z tego można następujący wniosek: zmiany zaproponowane przez Ministerstwo Edukacji Narodowej stanowią realizację celów politycznych Prawa i Sprawiedliwości, nie mają natomiast żadnej głębszej podstawy intelektualnej, poznawczej czy też badawczej. Nie wypływają również z wniosków, które można by uznać za wiarygodne i − co za tym idzie − miarodajne. Od momentu, kiedy minister Handke zrealizował swoją reformę, do dziś nikt nie przeprowadził rzeczowej, gruntownej i pogłębionej analizy systemu edukacji.

POLECAMY

Jeżeli pojawiały się uwagi krytyczne odnośnie do funkcjonowania obecnego systemu edukacyjnego, to dotyczyły np. spraw wychowawczych − należałoby zatem odnieść się do nich, przygotowując projekt reformy. Jednak raport dotyczący wychowania w szkole stoi w opozycji do tez głoszonych przez panią minister. Z mojego punktu widzenia należy się zastanowić, czy przez przesunięcie progu agresji szkolnej z gimnazjum do szkoły podstawowej nie generujemy nowego, jeszcze większego konfliktu wychowawczego. Podsumowując, uważam, że nie ma żadnego merytorycznego uzasadnienia dla przeprowadzania rewolucji i radykalnej zmiany w systemie edukacji polegającej na likwidacji gimnazjów, te bowiem bronią się swoimi wynikami. Co więcej, wyniki te są przez panią minister negowane, z nieznanych mi powodów.

Samorządowcy i dyrektorzy placówek boją się, że zmiany będą pretekstem do czystek wśród kadry administracyjnej. Czy Pana zdaniem słuszna jest opinia, że reforma przygotowywana jest po to, by zyskać przychylnych PiS dyrektorów?

Z mojego punktu widzenia kwestia ustroju szkolnego jest wtórna w stosunku do tego, co będzie się działo w sferze oddziaływań wychowawczych. Podczas ostatnich obrad komisji sejmowej (w dniach 20−21.07.2016) pani Teresa Wargocka (sekretarz stanu) wypowiedziała się na temat problematyki wychowawczej oraz planów stymulowania działań wychowawczych w szkole poprzez wspieranie rodziny. Rząd dusz, który ma przynieść nowa obsada kadry kierowniczej, będzie służyć obecnej ekipie rządzącej do totalnego zawładnięcia szkołami.

Jeżeli natomiast chodzi o powstanie nowych typów placówek szkolnych, jak np. szkoła powszechna czy szkoła branżowa, to w praktyce oznacza to powstanie nowych zakładów pracy, które będą miały nowego kierownika. Nie bez kozery pani minister dokonała (za pośrednictwem posłów) rewolucji w ustawie o systemie oświaty, zmieniając skład komisji wyboru dyrektora szkoły, zwiększając tym samym uprawnienia kuratora i rodziców. Pojawiają się nawet głosy, że pewne instytucje dotychczas funkcjonujące w szkołach powinny być zlikwidowane. Mam na myśli chociażby związki zawodowe, których uprawnienia próbowano ograniczyć. Zwracam uwagę na fakt, że według nowych założeń wolontariat będzie jednym z kryteriów oceny jakości pracy nauczyciela. Wymiana kadry kierowniczej będzie moim zdaniem zjawiskiem bardzo powszechnym. Jakiś czas temu podczas debaty Narodowej Rady Rozwoju pojawiły się głosy dotyczące potrzeby wzmocnienia roli rodziców przez współdecydowanie o losach szkoły. Reasumując, bardzo negatywnie odnoszę się zarówno do nowego ustroju szkolnego, jak i do oddziaływań w sferze organizacyjno-wychowawczej w szkole. 

Czy likwidacja gimnazjów oznacza realną groźbę likwidacji etatów nauczycieli i dyrektorów szkół? Mamy w kraju obecnie ponad 7,5 tysiąca gimnazjów, prawdopodobnie nie wszyscy pracownicy tych szkół znajdą zatrudnienie w innych placówkach.

Pani minister faktycznie zapewniła publicznie podczas debaty sejmowej, że nauczyciele nie stracą pracy w wyniku rewolucji gimnazjalnej. W mojej opinii jest to obietnica bez pokrycia, ponieważ siłą rzeczy likwidacja 7,5 tysiąca miejsc pracy poskutkuje utratą miejsc pracy przez nauczycieli. Z całą pewnością dotyczy to dyrektorów szkół podstawowych lub dyrektorów gimnazjów. Jako nauczyciele bardzo boleśnie odczujemy zmiany wynikające z takiej reformy. Podczas posiedzenia Rady Dialogu Społecznego pan Marek Ćwiek zwrócił uwagę na to, że w Łodzi proces ruchów kadrowych już się rozpoczął, na co pani minister odparła, że winę za to ponoszą samorządy. Zatem pani minister przerzuca odpowiedzialność za zwolnienia nauczycieli gimnazjalnych na prezydenta miasta Hannę Zdanowską. Uważam, że takie kreowanie faktów nie przystoi Minister Edukacji. Również przekonanie pani minister, jakoby winę za utratę pracy przez ponad 7 tysięcy nauczycieli w ramach edukacji wczesnoszkolnej ponosiły samorządy, nie znajduje uzasadnienia w rzeczywistości. Powszechnie wiadomo, że był to efekt reformy sześciolatków. Zwróćmy uwagę na finansowy aspekt reformy. Samorządy przeznaczyły około 130 miliardów złotych na budowę gimnazjów, które mają zostać niebawem 
zlikwidowane, jak np. wójt gminy Góra Puławska, który zainwestował ponad 9,5 miliona złotych w budowę nowoczesnej placówki gimnazjalnej, której obecnie grozi likwidacja. Niestety, nie jest to odosobniony przypadek. Gimnazja to bardzo nowoczesne placówki, z bardzo dobrze przygotowaną, dynamiczną kadrą, co wynika wyraźnie z raportów IBE. Często są to niezależne budynki w gminie, niebędące częścią zespołu szkół, zatem obawiam się, że grozi im likwidacja. 

Reforma oznacza dodatkowe koszty związane ze zmianą programów, podręczników, przystosowaniem szkół. Czy Pana zdaniem w oświacie są pieniądze na tak ogromne przedsięwzięcie i czy nie ucierpią na tym nauczyciele? 

Reforma oświaty zawsze wymaga wsparcia ze strony nauczycieli oraz zasobów finansowych. Bez tych dwóch czynników nie da się przeprowadzić jakiejkolwiek reformy edukacji. Pani minister przekonuje, że rząd dysponuje środkami finansowymi w postaci 
42 milionów złotych, bo tyle...

Dalsza część jest dostępna dla użytkowników z wykupionym planem

Przypisy