Dołącz do czytelników
Brak wyników

W kadrze dyrektora

22 maja 2018

NR 75 (Wrzesień 2017)

Nowe, nowsze, najnowsze

0 37

Nauczyciele i pedagodzy nieustannie poszukują jeszcze atrakcyjniejszych form prowadzenia zajęć od stosowanych dotychczas. Sale lekcyjne okazują się jednak zbyt ciasne do zrealizowania wielu z ich pomysłów. Dlatego współczesne lekcje często odbywają się nie tyle poza tradycyjną pracownią, co wręcz poza budynkiem szkoły. 

Wyścig na przeniesienie zajęć w coraz bardziej zaskakujące miejsca trwa. „Zielone szkoły” stały się czymś tak powszednim, że dziś już organizowanie ich trudno reklamować jako atut placówki. Kilka lat temu za szczególnie atrakcyjne uchodziły „białe szkoły” – kilkudniowe zimowe wypady w góry połączone nie tylko z zabawami na śniegu, ale także pierwszymi próbami jeżdżenia na nartach.

Od paru lat na topie są działania przybliżające dzieciom naukę przez wielkie „N”. Szeroką ich ofertę przygotowują nie tyle muzea, ale także eksperymentatoria – laboratoria otwarte na zainteresowania dzieci. Można przyjrzeć się w nich doświadczeniom przeprowadzanym przez prawdziwych naukowców i… specjalistów marketingu. Czasem nawet same dzieci wcielają się w role fizyków lub chemików, bo pozwala się im na samodzielne przeprowadzanie atrakcyjnych wizualnie doświadczeń. Zajęciom takim towarzyszą wykłady „Uniwersytetów dla dzieci” i adresowane do nich pikniki naukowe.

Takie poszerzenie oferty edukacyjnej polskich szkół wpisuje się w światowe trendy. Obejmuje się je ramowym określeniem „edukacja nieformalna Charakteryzuje ją większa swoboda uczniów; rozgrywa się ona poza tradycyjną klasą”1. Choć nie wystawia się wtedy ocen, to i tak uczniowie są szczególnie aktywni2.

Trzeba jednak zauważyć, że nieformalnego uczenia się nie organizuje się po to, żeby zastąpić tradycyjne, ale po to, by je uzupełnić. Między szkołą i instytucjami pozwalającymi na wzbogacanie doświadczeń dzieci nie ma zatem konkurencji3. Wręcz przeciwnie − jest współdziałanie. Najlepszym dowodem na to niech będzie przykład organizowania zajęć wakacyjnych, które mają nawiązywać do wiedzy szkolnej, pogłębiając ją o doświadczenia praktyczne4 .

Polska oświata podąża za tymi trendami przynajmniej od lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia. To wtedy każda klasa i grupa przedszkolna koniecznie musiały choć raz w roku wybrać się do sali zabaw wyposażonej w: tunele, liny, baseny z piłkami, wiszące mosty. W nich dzieci mogły „wyszaleć się” do woli przeciskając się, skacząc, wspinając się, czołgając i pełzając oraz bujając się na linach. Uczniowie wybierali wtedy samodzielnie, jakie ćwiczenia i z kim wykonają. W ten sposób odbywali zaawansowane lekcje wychowania fizycznego bez udziału na...

To wydanie dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań magazynu "Monitor Dyrektora Szkoły"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy