Dołącz do czytelników
Brak wyników

Fundraising

15 grudnia 2021

NR 116 (Grudzień 2021)

Katalog metod fundraisingu

0 40

Istnieje nieskończenie wiele metod wdrażania fundraisingu. Warunki szkolne wydają się szczególnie korzystne do tego, aby wyznaczony przez placówkę cel zebrania funduszy okazał się sukcesem. Z jakich metod zatem skorzystać, aby przełożyć rozpisany plan na rzeczywiste osiągnięcia?

Na światowym rynku wydawniczym, szczególnie anglojęzycznym, znajdziemy co najmniej kilkaset pozycji dotyczących sposobów prowadzenia fundraisingu. Książki, broszury i e-booki dostępne w języku polskim stanowią znacznie skromniejszy zasób, jednak każdy zainteresowany i tak bez trudu zaopatrzy się w kilka szczególnie wartych lektury pozycji. Część z nich, jak choćby publikacje wydawane przez Polskie Stowarzyszenie Fundraisingu, udostępniana jest w wersji elektronicznej zupełnie bezpłatnie. Dzięki temu największa polska organizacja zrzeszająca fundraiserów realizuje misję popularyzacji tego szlachetnego, ale wciąż zbyt mało znanego w społeczeństwie zawodu. W przypadku publikacji drukowanych, którymi można ozdobić swoją biblioteczkę, koszt zakupu wynosi około kilkudziesięciu złotych. 
Know-how, najczęściej tłumaczone z języka angielskiego po prostu jako „wiedzieć, jak”, to zbiór praktycznych informacji wynikających z ugruntowanego doświadczenia. Intuicja podpowiada, że jedynie autorzy ze Stanów Zjednoczonych lub Wielkiej Brytanii mogą tak naprawdę „wiedzieć, jak” wyglądają metody fundraisingu, zwłaszcza tego mało obecnego nad Wisłą, czyli dotyczącego placówek oświatowych. Nie jest bowiem tajemnicą, że właśnie tam – w USA i Wielkiej Brytanii jako kolebkach fundraisingu – liczba uniwersytetów, instytucji, organizacji pozarządowych i profesjonalnych firm prowadzących systematyczne i pogłębione badania dotyczące efektywności fundraisingu jest znacznie większa niż gdziekolwiek indziej na świecie. Nie dziwi więc, że na największym polskim internetowym portalu aukcyjnym znajdziemy kilka anglojęzycznych fundraisingowych książek cieszących się relatywnie dużą popularnością. Zawarta w nich unikatowa ekspercka wiedza z pewnością poszerza horyzonty, dostarcza inspiracji, uczy uniwersalnych zasad i prostych do realizacji niemal w każdych warunkach mechanizmów. Doskonałe pod względem marketingowym i zapewne sprzedażowym chwytliwe tytuły z góry wskazują rezultaty, jakich czytelnik może się spodziewać niemal od razu po zakupie i uważnej lekturze. Mowa o takich frazach, jak: „100 najskuteczniejszych sposobów na zbiórkę pieniędzy dla Twojej szkoły” albo „365 sposobów na pozyskiwanie funduszy”. 
Nie warto a priori podważać fachowości autorów i przekreślać walorów ich rozważań i propozycji, jednak z całą pewnością należy wskazać, że know-how nie jest zarezerwowane jedynie dla wspomnianej już kolebki współczesnego fundraisingu. Każda książka, podręcznik albo poradnik dotyczący zbierania pieniędzy nierozerwalnie wiążą się z szerokim kontekstem społecznym i uwarunkowaniami prawno-instytucjonalnymi kraju, w którym powstały. Nawet publikacje napisane w sposób możliwie najogólniejszy i reklamowane jako uniwersalne dla całego globu nie uwzględniają ważnej specyfiki prawa, społecznych zapatrywań i szeregu innych czynników, które mogą decydować o fundraisingowym sukcesie albo wręcz spektakularnej klęsce. 
Poszukując katalogu metod fundraisingu, czyli planowego i przemyślanego sposobu zbierania pieniędzy, w pierwszej kolejności sięgajmy po źródła krajowe, w drugiej – szukajmy inspiracji i świeżego spojrzenia, dotąd nam nieznanego, w publikacjach zagranicznych. Zachowanie tej kolejności z jednej strony pozwoli sprostać wymaganiom formalnym, na przykład zgłoszeniu i rozliczeniu zbiórki publicznej albo możliwości finansowania poszczególnych zadań szkoły, a z drugiej – dzięki innowacyjności może zwiększyć atrakcyjność zbiórki, a to wymiernie przełoży się na wynik finansowy 
całej akcji. 

POLECAMY

Fundraising bez fundraisera?

Potrzeba znalezienia nowych dróg dofinansowania szkoły wielokrotnie pojawiająca się na łamach miesięcznika warta jest ukazania z dość niecodziennej, ale ciekawej perspektywy. Zawodowych fundraiserów, czyli wysokiej klasy specjalistów legitymujących się ważnym certyfikatem honorowanym przez European Fundraising Association (EFA), jest w Polsce ok. 300. Dla wskazania proporcji – szkół, zarówno publicznych, jak i niepublicznych, na wszystkich szczeblach edukacji jest łącznie blisko 36 000. Do tego należy doliczyć ponad 22 000 przedszkoli i punktów przedszkolnych. Ogromna dysproporcja wynosząca 1 do 194 to dla jednych (fundraiserów) dobra wróżba i zapowiedź wytężonej pracy, dla innych (dyrektorów) zaś – obiektywny problem. Podjęcie współpracy z fundraiserem, do którego drzwi w tym samym momencie zapuka 193 innych dyrektorów placówek oświatowych, nie będzie łatwym zadaniem. Nawet najzdolniejsi negocjatorzy i charyzmatyczni liderzy mogą nie podołać. Czas, aż nadto deficytowy i cenny towar w XXI wieku, jest ograniczony i pomimo dobrych chęci, a nawet usilnych starań nie każda placówka będzie mogła uzyskać fachowe wsparcie. 
Z oczywistych względów rekomenduję sięgnięcie po pomoc fundraisera, gdyż nawet krótka rozmowa przez telefon może okazać się bardzo inspirująca, a wygospodarowanie zaledwie 30 minut na spotkanie przy kawie może przynieść konkretne pomysły na realizację długo odkładanych planów. Co jednak w sytuacji, gdy w książce adresowej pod pozycją „fundraiser” nie widnieje żaden numer? Brak fundraisera nie oznacza, że zbiórka pieniędzy okaże się fiaskiem, a nasze plany pozostaną jedynie w sferze marzeń. Być może na sukces przyjdzie nam pracować dłużej i ciężej niż z pomocą fachowca, jest on jednak nie tylko możliwy, lecz także bardzo prawdopodobny. Na podstawie danych rokrocznie publikowanych przez Ministerstwo Finansów możemy precyzyjnie określić procentowe prawdopodobieństwa. Szanse na sukces szkolnego fundraisingu korzystającego z najpopularniejszej w Polsce metody zbierania pieniędzy są relatywnie wysokie. Fortuna sprzyja nawet tym niekorzystającym z pomocy fachowca – szanse wynoszą bowiem wówczas 54%. 
Skąd taka wartość?

1 procent?

54% – właśnie tylu Polaków wspiera organizacje pożytku publicznego (OPP) 1 procentem swoich podatków. W tym roku – jak podaje Ministerstwo Finansów – blisko 15,3 mln podatników przekazało łącznie 972,7 mln zł1. Ta niebagatelna kwota pozwala niektórym organizacjom osiągnąć pełną finansową stabilizację i zapewnić pomoc sporej rzeszy beneficjentów. „Stowarzyszenie Przyjaciół Szkoły” po spełnieniu ustawowych wymogów dotyczących OPP również może prowadzić kampanie w celu pozyskania tego 1 procenta. Nietrudno wyobrazić sobie sytuację, w której rodzice uczniów wspierają szkołę swoich pociech. Takie rozwiązanie od wielu lat z powodzeniem towarzyszy różnym placówkom, pomagając sprostać stawianym im finansowym wymaganiom. W rzeczywistości wachlarz możliwości jest znacznie szerszy. Coraz więcej jest tzw. organizacji parasolowych, czyli stowarzyszeń posiadających status OPP, które na podstawie umowy z innym podmiotem, np. stowarzyszeniem bez statusu OPP, zbierają 1 procent podatku na konkretny cel, by następnie móc go przekazać. W ten sposób niemal natychmiast, bez ustawowych wymagań dla OPP, można włączyć się do walki o życzliwość podatników. 

Payroll giving

Wskazanie na tak dobrze znaną, choćby z radia i telewizji, metodę pozyskiwania funduszy, jaką jest 1 procent podatku, nie powinno wprowadzić w konsternację. Fundraising i metody, którymi się posługuje, bywają jednak znacznie bardziej złożone i mniej oczywiste. Payroll giving to metoda niezwykle popularna za oceanem, w Polsce stosowana najczęściej przez duże międzynarodowe korporacje. Polega na odliczaniu ustalonej części wynagrodzenia (najczęściej tzw. końcówek) pracowników i przekazywaniu jej wybranej organizacji pozarządowej. Nawet niewielkie kwoty odliczone od wynagrodzenia kilkuset osób w skali roku tworzą pokaźny budżet. Wdrożenie payroll giving wiąże się jednak z przekonaniem zarządu i pracowników, a to nawet w firmach o rozwiniętej świadomości CSR (z ang. społeczna odpowiedzialność biznesu) może być trudne.

Pay per click

Podobnie wymagającą metodą jest pay per click, czyli „zapłać za kliknięcie”. Opiera się na niej wiele doskonale znanych w Polsce organizacji. Darczyńca-reklamodawca płaci organizacji pozarządowej określoną kwotę za każde kliknięcie. Trudność polega na zapewnieniu odpowiedniej liczby klikających, a reklama i stale potrzebna promocja wymaga znacznych umiejętności technicznych i organizacyjnych oraz nakładów finansowych. Wdrażanie fundraisingu warto więc oprzeć na innych metodach. 

Najskuteczniejsza metoda

Wdrożenie integratora płatności na stronie internetowej szkoły? Ustawienie skarbonki w centrum handlowym? Zorganizowanie kwesty pod kościołem? Podpisanie umowy sponsorskiej z lokalną firmą? Przeprowadzenie aukcji albo sprzedaży słodkości? Zbiórka na portalu crowdfundingowym?2 A może direct dialog? Każda z wymienionych metod może być bardzo skuteczna w pozyskiwaniu środków finansowych, jednak najskuteczniejszą ze wszystkich znanych ludzkości metod fun...

Dalsza część jest dostępna dla użytkowników z wykupionym planem

Przypisy