Dołącz do czytelników
Brak wyników

Fundraising

7 marca 2022

NR 118 (Luty 2022)

6 najczęstszych błędów w fundraisingu

0 373

Fundraising w polskiej szkole pojawił się relatywnie niedawno. Z wielu powodów dyrektorzy placówek lub rady rodziców podejmują energiczne starania, aby rozpocząć zbieranie pieniędzy na nagłe lub te długo odkładane przedsięwzięcia. Doświadczenie polskich fundraiserów wskazuje 6 często popełnianych błędów. Warto je poznać, by wiedzieć, jak się ich wystrzegać.

1] Brak relacji z darczyńcami

W 2015 roku Polskie Stowarzyszenie Fundraisingu wydało pierwszy w kraju podręcznik dla profesjonalnych fundraiserów. Publikacja licząca blisko 300 stron zbiera doświadczenia w pozyskiwaniu funduszy spisane przez specjalistów z małych i dużych organizacji, zawiera też wiele instrukcji i przydatnych wzorów dokumentów. Bez cienia przesady można stwierdzić, że publikacja ta ilustruje stan wiedzy i priorytety całego polskiego fundraisingu. Warto zatem przyjrzeć się z bliska rozdziałom merytorycznym i oddzielić od nich część poświęconą instrukcjom, narzędziom i wzorom dokumentów. W efekcie uzyskujemy 224 strony pełne unikatowej i fachowej wiedzy. Podczas lektury naszą uwagę zwróci częstość występowania słowa relacje. Autorzy poszczególnych podrozdziałów używają go aż 143 razy. Jest odmieniane przez wszystkie przypadki i przywoływane w różnych, niekiedy biegunowo odległych kontekstach, jednak za każdym razem relacje są niezbędne do opisania celu lub sposobu zbierania pieniędzy. To najczęściej, obok samego fundraisingu, występujące słowo w podręczniku. Już sam ten fakt z jednej strony świadczy o ogromnym znaczeniu relacji, a z drugiej – pozwala unaocznić, jak dużo czasu należy im poświęcić. Choć wydaje się to niemal truizmem, warto przy każdej nadarzającej się okazji powtarzać aż do znudzenia, że bez relacji nie ma fundraisingu.
Błędem – niestety bardzo często popełnianym – jest niepoświęcanie odpowiedniej ilości energii i czasu na budowanie i utrzymywanie relacji z darczyńcami. Tylko dzięki więzi, którą budujemy, a następnie utrzymujemy i rozwijamy, możemy stworzyć wokół szkoły wspólnotę wsparcia. Jako że doskonale rozumiem ogrom obowiązków spoczywających na barkach dyrektorów, w swoich zaleceniach nigdy nie zgodziłbym się nawet na najmniejsze ograniczenie czasu przeznaczanego na budowanie relacji, nie wspominając już o ich zaniedbaniu. W szkolnym fundraisingu darczyńcą jest najczęściej rodzic. To sprawia, że znajdziemy o wiele więcej sytuacji, w których można się z nim spotkać, porozmawiać albo – choćby uśmiechem i gestem – pokazać, że zauważamy jego obecność i cieszymy się z niej. Jest to nieporównywalnie łatwiejsze w porównaniu z klasycznym fundraisingiem.

POLECAMY

[2] Brak informacji o rezultatach

Remont sali gimnastycznej, zdobycie funduszy na doposażenie pracowni albo malowanie klas – mogą być zadaniami aż nadto wyczerpującymi. W naszym systemie oświaty próżno szukać instytucjonalnego wsparcia, które umożliwiłoby finansowanie nowego etatu, np. dla profesjonalnego fundraisera. Sam pomysł wydaje się zresztą tak bardzo niespotykany, że aż dziwny, co samo w sobie świadczy o szkolnym fundraisingu. W przypadku zbiórki publicznej musimy pamiętać o jej rozliczeniu i przygotowaniu – wprawdzie prostych, ale jednak – kolejnych dokumentów i rozliczeń. W przypadku zbiórki niepublicznej najczęściej skupiamy się na samym procesie zdobywania pieniędzy, a później – ich jak najlepszego spożytkowania. Wybór wykonawcy remontu, wynegocjowanie ceny i niekiedy jeszcze trudniejsze ustalenie terminu zakończenia pracy może zająć naprawdę sporo czasu. Dyrektor i realizowana przez niego szkolna kampania fundraisingowa osiągają sukces, ale jest on niepełny, gdyż skraca się o jeden ważny etap – zaprezentowanie darczyńcom rezultatu.
Co się zmieniło dzięki mojej darowiźnie? To ważne pytanie, które niestety bardzo często pozostaje bez odpowiedzi. Nie każdy darczyńca chce albo potrafi wyrazić je wprost. Nie liczmy zatem na kilkadziesiąt telefonów ani e-maili, które niejako zmuszą nas do odpowiedzi. Pewne jest jednak to, że jej brak wpływa na naszą wiarygodność, znacząco obniżając przy tym szansę na sukces kolejnej zbiórki. Zaprezentowanie darczyńcom efektów, które osiągnęliśmy dzięki ich wsparciu, nie tylko zapobiegnie grożącemu bankructwu wizerunku i zaufania, lecz także pozwoli uniknąć poczucia wykorzystania. W teorii fundraisingu dużo miejsca poświęca się dobrostanowi darczyńców i sposobom jego wspierania. Wybitni autorzy przestrzegają, że najczarniejszym scenariuszem jest ten, w którym darczyńca poczuje się jak bankomat – maszyna, do której idziemy tylko po pieniądze. Tak instrumentalne traktowanie, a wręcz odarcie z człowieczeństwa, jest niedopuszczalne. Naszym zadaniem jest dążenie do tego, by darczyńca czuł się ważny. Pokazanie rezultatu prowadzonej zbiórki, wymalowanej klasy albo nowego sprzętu jest równie ważne, jak sama prośba o wsparcie.

[3]Proszenie tylko o pieniądze

Dla czytelnika, który z uwagą zapoznał się z poprzednimi artykułami o szkolnym fundraisingu opublikowanymi na łamach „Monitora Dyrektora Szkoły”, błąd numer 3 wydaje się wręcz oczywisty. Kwestia ta jest bardzo istotna ze względu na olbrzymią skalę i powszechność proszenia tylko o pieniądze. Fundraising to logicznie spójny i uporządkowany proces pozyskiwania darowizn. Te najczęściej przekazywane są w formie pieniężnej, czyli gotówki do puszki albo przelewu na konto bankowe. Nie oznacza to jednak, że powinniśmy postawić znak równości między darowizną a pieniędzmi. Wręcz przeciwnie – w artykule 888 § 1
Kodeksu cywilnego ustawodawca określił, że poprzez darowiznę rozumie się zobowiązanie do „bezpłatnego świadczenia na rzecz obdarowanego kosztem swego majątku”. W świetle tego przepisu darowizną może być także przedmiot, sprzęt, grunt lub nieruchomość. Proszenie tylko o pieniądze znacząco ogranicza wsparcie, które możemy zyskać. W rzeczywistości wachlarz możliwości jest jeszcze większy. Widoczna w wielu statystykach, ale i zauważalna empirycznie poprawa stopy materialnej sprawia, że dla wielu ludzi to nie pieniądze są najcenniejsze. Znacznie większą wartość ma najbardziej deficytowy towar XXI wieku. Co gorsza, towaru tego nie możemy kupić – jest nim bowiem czas. Możliwość umówienia się na spotkanie z dobrze prosperującym przedsiębiorcą albo ekspertem w potencjalnie przydatnej dziedzinie, np. w zakresie komunikacji, może być w przypadku szkolnego fundraisingu o wiele bardziej cenna niż przekazanie darowizny finansowej. W sposób oczywisty błąd polegający na proszeniu tylko o pieniądze mocno koreluje z błędem nr 1, czyli brakiem relacji. Tylko silne relacje pomogą nam bowiem dostarczyć kolejną równie cenną darowiznę – radę. Prosząc o wsparcie, warto zatem zapamiętać, że czas i rada są co najmniej tak samo wartościowe, jak pieniądze.

[4]Brak planowania

Planowanie to proces ustalania celów i odpowiednich działań, by móc je osiągnąć. Trudno więc nie dostrzec ścisłego związku zachodzącego między planowaniem a fundraisingiem, mimo że dość często zbiórki pieniędzy prowadzone są spontanicznie, na podstawie potrzeby chwili, intuicji albo nagłego przypływu dobroduszności. Dla każdego profesjonalnego fundraisera jednym z najważniejszych dokumentów jest plan kampanii. Jego opracowanie trwa zazwyczaj od kilku do kilkunastu tygodni. Dokument ten wskazuje cele i określa środki prowadzące do ich realizacji. Spontaniczne prowadzenie zbiórki pieniędzy możemy porównać do gotowania całkowicie nowej potrawy bez sięgania po przepis. Co prawda, być może uda nam się przyrządzić coś pysznego, ale jest duże prawdopodobieństwo, że zawartość garnka wyląduje w koszu na śmieci. Jeśli nie chcemy, aby nasz czas i poświęcenie zostały zmarnowane, przed przystąpieniem do zbiórki przygotujmy plan. 
Niemal w każdej szkole nauczyciele zobligowani są do przygotowywania planów – w zależności od typu placówki są to plany tygodniowe, miesięczne albo roczne. Zdaje się, że biurokracja, na którą zazwyczaj nie bez uzasadnionych powodów narzekamy, akurat w tym przypadku narzuciła dobrze przemyślane rozwiązanie. Z perspektywy fundraisera nie wyobrażam sobie pracy, w której na początku miesiąca nie określam miejsca, do którego dojdę na końcu. Kiedy dostrzegamy problem i podejmujemy decyzję: chcę naprawić ten fragment rzeczywistości (bez względu na to, jaki jest rozległy – czy mamy na myśli brak nowoczesnej i bezpiecznej nawierzchni boiska, czy przeciekający dach), to zdecydowanie warto rozpocząć od planowania i wypisania na kartce po kolei wszystkiego, co zamierzamy zrobić. Kilka minut poświęconych na planowanie może uratować sens kilkunastu tygodni pracy.

[5]Brak zaangażowania 

Świat wojny, znany większości z nas na szczęście jedynie z filmów i książek, jest swoistym laboratorium zarządzania. Proces decyzyjny, który od stuleci fascynuje badaczy z różnych dziedzin i dyscyplin naukowych, w sytuacji wojny lub innego zag...

Dalsza część jest dostępna dla użytkowników z wykupionym planem

Przypisy