Dołącz do czytelników
Brak wyników

Otwarty dostęp , Bliżej pokolenia Z

16 marca 2020

NR 101 (Marzec 2020)

Jak oceniać, żeby uczniowie lubili chodzić do szkoły i chcieli się uczyć?

361

Wartościowanie wiedzy i postępów uczniów w skali stopniowej nie jest doskonałą metodą, wzbudza bowiem sporo kontrowersji i wywołuje poczucie krzywdy u uczniów i ich rodziców. Strach przed negatywną oceną jest też najczęstszą przyczyną zniechęcenia uczniów do nauczycieli i szkoły.

Motywowanie oceną

Ocenianie uczniów jest wpisane w zawód nauczyciela. Jednym z jego obowiązków, zgodnie z art. 6 ustawy Karta Nauczyciela, jest rzetelne realizowanie zadań związanych z powierzonym mu stanowiskiem oraz podstawowymi funkcjami szkoły. Do najważniejszych zadań szkoły należy niewątpliwie zapewnienie odpowiedniej jakości kształcenia. Nauczyciel powinien więc dążyć do wdrażania skutecznych metod nauczania, które będą aktywizowały każdego ucznia podczas zajęć oraz zachęcały do samorozwoju. Istotnym elementem dydaktyki jest ocenianie, które pełni niezmiernie ważną rolę w przekazywaniu uczniom informacji zwrotnej o poziomie ich osiągnięć edukacyjnych. Uczeń właściwie oceniany wie, co zrobił dobrze, a co źle oraz jak powinien się dalej uczyć. Nauczyciel wskazuje uczniowi właściwy kierunek rozwoju, określa wyzwania dostosowane do jego możliwości i motywuje go do dalszych postępów w nauce. W sytuacjach krytycznych odpowiednio koryguje proces edukacyjny.
Ocenianie pełni więc bardzo ważną funkcję wspomagania w rozwoju ucznia i motywowania go do wysiłku. Jeśli jednak ocenianie będzie nieudolne, przyniesie odwrotny skutek – doprowadzi do zniechęcenia uczniów, wzbudzi w nich poczucie niesprawiedliwości, doznanej krzywdy oraz postawi ich w opozycji do nauczyciela, a nawet rodziców, co w efekcie nakłoni do uczenia się wyłącznie dla oceny, która nie zawsze będzie odzwierciedleniem faktycznych postępów w nauce oraz trwałości wiedzy. Uczeń będzie bardziej skupiał się na kształceniu umiejętności uzyskiwania satysfakcjonujących go, niekoniecznie dobrych ocen, mniejszą uwagę przykładając do pogłębiania wiedzy i poszerzania własnych zainteresowań. 
W polskim systemie oświaty nauczyciele zbyt często traktują ocenianie jako główny, a czasem jedyny motywator do pobudzenia uczniów do zaangażowania – czytaj: poświęcenia więcej czasu na naukę. Wielu z nich niesłusznie zakłada, że wystawienie gorszej oceny, często nieodzwierciedlającej wiedzy i umiejętności uczniów, pobudzi ich do większego wysiłku. Wiele razy spotkałem się z sytuacją, że nauczyciel, mając dylemat, jaką śródroczną ocenę wystawić uczniowi w sytuacji niejednoznacznej, wybierał tę niższą, bo zakładał, że przy wyższej „spocznie na laurach”. A tak, w drugim okresie roku szkolnego będzie miał co poprawiać. Ale czy lepsza ocena nie wyzwoliłaby w nim większej radości, chęci do nauki? Myślę, że tak.
Podobne pobudki kierują nauczycielami przy organizowaniu testów diagnostycznych przeprowadzanych w klasach pierwszych na początku nauki w liceum. Ich wyniki są najczęściej bardzo niskie, o wiele niższe niż wyniki egzaminu zewnętrznego sprzed kilku miesięcy. Daje to nauczycielom okazję do zwrócenia nowym uczniom uwagi na to, że mają ogromnie dużo pracy przed sobą, bo ich dotychczasowa edukacja nie była wystarczająco skuteczna i mają wiele zaległości do nadrobienia. Jako dyrektor i nauczyciel matematyki jednego z gimnazjum notującego bardzo wysokie wyniki nauczania dziwiłem się, jak słabo wspomniane testy pisali absolwenci mojej szkoły, którzy rozpoczynali naukę w nowych szkołach ponadgimnazjalnych. Uczniowie, którzy na egzaminie gimnazjalnym uzyskiwali wynik powyżej 90%, na teście diagnostycznym nie mieli szans, żeby zbliżyć się do tego wyniku. Czyżby przez wakacje ich wiedza i umiejętności tak bardzo się obniżyły? Nie sądzę. Bardziej prawdopodobne jest niewłaściwe dobranie poziomu trudności testu. Łatwiej przecież wtedy nauczycielowi zanotować progresję wyników uzyskiwanych przez uczniów w nowej szkole po przeprowadzeniu kolejnych testów. A progresja wyników najczęściej świadczy o skutecznej pracy nauczyciela. Z podobną sytuacją mamy do czynienia podczas wewnętrznie przygotowywanych przez szkołę egzaminów próbnych, bowiem są one z reguły o wiele trudniejsze niż te, z którymi uczniowie mają do czynienia podczas egzaminów zewnętrznych. Tutaj jednak słabsze wyniki uczniów są efektem nieukończenia utrwalania treści wymaganych na egzaminie. Kontrowersje wzbudza jednak wstawianie ocen z egzaminów próbnych do dziennika, ale tym problemem zajmę się w dalszej części niniejszego tekstu.

POLECAMY

Obiektywne ocenianie

Pewnie każdy na swojej edukacyjnej drodze ucznia zetknął się z jakimś wymagającym i surowo oceniającym nauczycielem. Znane są nawet przykłady takich nauczycieli, którzy szczycą się tym. Słyszałem o nauczycielu pewnego liceum ogólnokształcącego, który często powtarzał swoim uczniom: „u mnie trójka to jest dobra ocena, w innej szkole miałbyś pewnie piątkę, ale u mnie więcej się nauczysz”.
A przecież w ocenianiu nie o to chodzi. W myśl ustawy o systemie oświaty ocenianie osiągnięć edukacyjnych uczniów (pomijając kształcenie w zawodzie) polega na rozpoznawaniu przez nauczycieli poziomu i postępów w opanowaniu przez uczniów wiadomości i umiejętności w stosunku do wymagań określonych w podstawie programowej kształcenia ogólnego oraz wymagań edukacyjnych wynikających z realizowanych w szkole programów nauczania. Ocena musi być obiektywna, a co za tym idzie – porównywalna z ocenami uzyskiwanymi przez uczniów uczonych przez innych nauczycieli w tej samej czy innej szkole, oczywiście pod warunkiem realizacji podobnego programu nauczania. 
Wymagania określone przez nauczycieli mogą się różnić, ale nie na tyle, żeby informacyjna, ale też społeczna funkcja oceny, jaką jest wskazywanie uczniowi jego miejsca w grupie, została zaburzona. Znam przypadek bardzo ambitnego ucznia topowego liceum, który wstydził się przyznać na spotkaniu rodzinnym, że ma trójkę z matematyki. Nie chciał tłumaczyć, że jest to jedna z najlepszych ocen w klasie. Jego wiedza zresztą daleko wykraczała poza uzyskaną ocenę, co wkrótce potwierdziły wyniki matury – z rozszerzenia uzyskał ponad 90%. Trudno się dziwić, że on i jego rodzice mieli ogromne poczucie nieobiektywnego traktowania go przez nauczyciela.
Różnicowanie wymagań w stosunku do uczniów jest możliwe tylko w wyjątkowych przypadkach, przy czym chodzi tutaj o zwiększenie szans edukacyjnych, a więc możliwości uzyskiwania lepszych ocen. Dostosowanie wymagań jest konieczne w stosunku do uczniów posiadających orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego, indywidualnego nauczania oraz uczniów posiadających opinię poradni psychologiczno-pedagogicznej, w tym poradni specjalistycznej, o specyficznych trudnościach w uczeniu się lub inną opinię poradni psychologiczno-pedagogicznej, w tym poradni specjalistycznej, wskazującą na potrzebę takiego dostosowania.
Nauczyciel może też mieć pod swoją pieczą uczniów nieposiadających stosownych orzeczeń i opinii, ale bardzo zaniedbanych środowiskowo, którzy nie otrzymują jakiejkolwiek pomocy od rodziców w nauce i nie są przez nich wspierani w przezwyciężaniu własnych słabości. Ich szanse są niewielkie w porównaniu z uczniami, których rodzice podchodzą do edukacji własnego dziecka ze szczególną troską, wspomagając je np. korepetycjami, jeśli to konieczne. I to właśnie na nauczycielach ciąży obowiązek wyrównywania tych szans chociażby poprzez indywidualizowanie wymagań adekwatnie do tempa rozwoju takich uczniów oraz ocenianie ich bardziej za czynione postępy niż posiadaną wiedzę.

Reglamentacja szóstki

Oceną najrzadziej pojawiającą się w dziennikach lekcyjnych jest szóstka. Nauczyciele wystawiają ją w bieżącym ocenianiu z reguły za szczególne osiągnięcia uczniów, jak np. rozwiązanie zadania czy problemu o podwyższonym stopniu trudności lub osiągnięcie znaczącego sukcesu w zewnętrznym konkursie. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że oceny roczne i końcowe, określone w rozporządzeniu Ministra Edukacji Narodowej w sprawie oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów i słuchaczy w szkołach publicznych, ustalone są w skali od 1 do 6. Należy więc dać uczniowi możliwość uzyskania najwyższej oceny z każdego sprawdzianu czy kartkówki. W przeciwnym razie uczeń niechętny do udziału w konkursach nie będzie miał zbyt wielu możliwości zapracowania na odpowiednią średnią ocen bieżących, na podstawie której nauczyciele wystawiają oceny, w tym oceny celujące. 
Zdarza się, że w wewnątrzszkolnym ocenianiu ustala się warunki, po spełnieniu których uczeń może otrzymać najwyższą ocenę. Tylko że jeśli warunkiem koniecznym do jej otrzymania jest uzyskanie znaczących osiągnięć w konkursach międzyszkolnych czy umiejętność rozwiązywania zadań wykraczających poza program nauczania, to nie dość, że wymagania te są raczej przesadzone, to również niezgodne z przepisami prawa. Warto jeszcze raz przypomnieć, że zgodnie z ustawą o systemie oświaty wymagania nauczycieli nie mogą wykraczać poza realizowane w szkole programy nauczania, zawierające oczywiście wszystkie treści z zakresu podstawy programowej kształcenia ogólnego.
Należy także pamiętać, że udział w konkursach nie jest obowiązkiem, tylko przywilejem każdego ucznia. Brak jego zgody na reprezentowanie w nich szkoły nie może rodzić negatywnych konsekwencji.

Prace domowe

Rozważmy teraz, co podlega ocenianiu. Przede wszystkim prace klasowe, sprawdziany, kartkówki, odpowiedzi ustne oraz praca na lekcji. Nauczyciele oceniają także prace domowe, a często w przypadku ich braku stawiają jedynkę. Czy słusznie? Czy można ocenić pracę domową, której uczeń nie wykonał? Trzymając się roli oceny określonej w ustawie o systemie oświaty, trudno byłoby dopatrzyć się rzetelnego rozpoznania przez nauczyciela poziomu wiedzy i postępów ucznia w niewykonanej pracy domowej. Bo przecież mógł on doskonale wiedzieć, jak rozwiązać wyznaczone zadania czy wykonać polecenia, ale z różnych powodów tego nie zrobił. Najczęściej w takiej sytuacji uczniowie tłumaczą się niepamięcią, nie zawsze szczerze. Ale pewnie zdarzają się i tacy, którym polecenie wykonania pracy rzeczywiście umknęło w pamięci. Czy za to powinni być karani jedynką? Mam wątpliwości. Tym bardziej, że z reguły w takich sytuacjach prowadzi to do dużego poczucia krzywdy u ucznia.
Pamiętam zdarzenie ze szkoły podstawowej, kiedy miałem sprawdzian z fizyki. Nauczycielka wyjątkowo nakazała pisanie go w zeszytach, a nie jak to jest w zwyczaju – na kartkach. Po dzwonku na przerwę, gdy był czas na oddanie sprawdzianu, z przyzwyczajenia spakowałem zeszyt do teczki. Jakież było moje zdziwienie, gdy rozpakowując ją w domu, ujrzałem w zeszycie od fizyki swój nieoddany sprawdzian. Ponieważ byłem uczniem ambitnym, a jednocześnie wzorowym (nosiłem stosowną odznakę), bardzo zmartwiłem się tym, że z pewnością otrzymam dwójkę – jedynek jeszcze nie było. Następnego dnia postanowiłem jednak oddać nauczycielce zeszyt z wytłumaczeniem, że zapomniałem to zrobić po sprawdzianie. Ku mojemu zaskoczeniu zeszyt został przyjęty, a praca oceniona na piątkę. Nie muszę tłumaczyć, jak bardzo szanowałem za to nauczycielkę fizyki. Obdarzyła mnie zaufaniem, a ja odwdzięczałem jej się, jak tylko mogłem, moją aktywnością i zaangażowaniem na jej lekcjach.
Gdy uczeń nie wykona pracy domowej, to jego tłumaczenia najczęściej przyjmowane są przez nauczycieli jako wymówki. Trudno się dziwić, ponieważ często młodzi ludzie oszukują nauczycieli. Ale oszukują właśnie wtedy, gdy uczą się tylko dla oceny, nie dla chęci pogłębiania swojej wiedzy. I dlatego prace domowe często są przez uczniów odpisywane od koleżanki czy kolegi. Nagminne są także przypadki, zwłaszcza u młodszych uczniów, że ich prace domowe są w decydującym stopniu wykonywane przez rodziców. I tutaj pojawia się kolejna wątpliwość. Czy nauczyciel, oceniając ucznia za cudzą pracę, nie popełnia błędu?
Jestem przeciwnikiem wystawiania jedynek za brak pracy domowej, ponieważ pozytywny efekt dydaktyczny jest przesłonięty przez bardzo negatywny efekt społeczny w postaci grupowego oszukiwania nauczycieli przez tych, co spisują i tych, co dają spisać lub tych, co wyręczają ucznia z jego obowiązków. 
A co na to przepisy prawa? W ostatnich latach powstało wiele inicjatyw społecznych sprzeciwiających się nie tylko wystawianiu jedynek za brak pracy domowej, ale też samemu ich zadawaniu. Twórcy inicjatywy „Dom nie jest filią szkoły” udostępnili nawet rodzicom na swojej stronie oświadczenie woli, w którym sprzeciwiają się dysponowaniem przez nauczycieli czasem wolnym uczniów poprzez zadawanie obowiązkowych prac domowych. Powołują się przy tym na naruszanie swobód obywatelskich, a w szczególności art. 31 ust. 2 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, który stanowi, że każdy jest obowiązany szanować wolności i prawa innych oraz nikogo nie wolno zmuszać do czynienia tego, czego prawo mu nie nakazuje. Powołują się też na Konwencję o prawach dziecka, w której (art. 31) Państwa-Strony uznają prawo dziecka do wypoczynku i czasu wolnego, do uczestniczenia w zabawach i zajęciach rekreacyjnych, stosownych do wieku dziecka, oraz do nieskrępowanego uczestniczenia w życiu kulturalnym i artystycznym.
Czy zatem traktowanie przez nauczyciela pracy domowej jako zadania obowiązkowego do wykonania przez uczniów i ocenianie ich za jej brak jest zgodne z prawem?
Zapytanie w tej sprawie skierował do Ministerstwa Edukacji Narodowej Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar, który wyraził zaniepokojenie narastającym konfliktem i poprosił MEN o konkretne wytyczne dotyczące zadawania przez nauczycieli prac domowych. Kilka lat wcześniej na problem zwracał także uwagę ówczesny...

Dalsza część jest dostępna dla użytkowników z wykupionym planem

Przypisy